Lwów

Relacja: weekend we Lwowie

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr

Uruchomienie połączenia z Bydgoszczy do Lwowa w sierpniu zeszłego roku było inspiracją do wielu turystycznych podróży. Zapraszamy do przeczytania relacji z jednej z takich podróży, która miała miejsce w sierpniu 2017 roku.

Dzień 1 (piątek)

            Na lotnisko dotarliśmy około 2:20 w nocy, na 50 minut przed odlotem samolotu do Lwowa. Około 30 minut wcześniej samolot już wylądował, co znaczy, że wylecimy o czasie. Byliśmy już odprawieni przez internet, więc skierowaliśmy się prosto do kontroli bezpieczeństwa.

Byliśmy jednymi z ostatnich pasażerów, dzięki czemu kontrolę przeszliśmy sprawnie i bez kolejek. Po krótkim czasie oczekiwania w hali odlotów rozpoczął się boarding. Tego dnia rejs był obsługiwany przez Dasha Q400 w specjalnym malowaniu „ptasie mleczko”.

Korzystając z możliwości oddania bagażu podręcznego do luku, zostawiamy go przy schodach, aby odebrać tuż po wyjściu z samolotu we Lwowie. Dzięki temu nie musieliśmy się martwić o wolne miejsca w schowkach bagażowych w samolocie. Wypełnienie samolotu wynosiło niemal 100%, a nam przypadło miejsce w ostatnim rzędzie.

Pomimo mojego bardzo wysokiego wzrostu, samolot ten pozwala na komfortową podróż i godzina lotu nie sprawia problemu. Krótko po starcie rozpoczął się tradycyjny serwis w Locie: woda + wafelek. Sam lot minął bardzo szybko i po przejrzeniu magazynu pokładowego, rozpoczęliśmy zniżanie na lotnisko we Lwowie. Po wylądowaniu zostaliśmy przewiezieni autobusami do terminala. Na lotnisku panowała senna atmosfera, ponieważ byliśmy jedynymi pasażerami przylatującymi w tym czasie na lotnisko. Senność dopadła również pracowników straży granicznej, którzy zapomnieli wbić do paszportu mojej dziewczyny pieczątki.

Korzystając z hotelu niedaleko lotniska (Adventus, 60 zł/noc) przespaliśmy się do rana i ruszyliśmy do naszego właściwego hotelu (Kupava Deluxe Hotel, 120 zł/noc). Po Lwowie przemieszczaliśmy się Uberem. Dostępność internetu jest zaskakująco dobra i nie ma problemu, aby w hotelach, kawiarniach czy też restauracjach połączyć się z siecią. Ceny za przejazd były bardzo niskie i nawet przy kursach z lotniska do centrum nie były to wysokie kwoty. Na początku wybraliśmy się do hotelu Panorama, na dachu którego, znajduje się restauracja z pięknym widokiem na Operę Lwowską. Zjedliśmy śniadanie oglądając dachy Lwowa w jednym, z najbardziej charakterystycznym miejscu tego miasta.

Po pysznym śniadaniu poszliśmy Prospektem Swobody, zatrzymując się w ciekawych miejscach. Jednym z nich był hotel George, gdzie zatrzymywał się m.in. patron bydgoskiego lotniska I. J. Paderewski. Naprzeciwko hotelu stoi pomnik Adama Mickiewicza. Centrum Lwowa pełne było turystów (przede wszystkim z Polski) i sprawia ono bardzo pozytywne wrażenie. Jest zadbane, czyste i bezpieczne.

Po dojściu na duży stary rynek, na środku którego stoi ratusz z wieżą widokową, poszliśmy do legendarnej kawiarni Atlas. Znaleźliśmy w niej wiele polskich akcentów, w tym m.in. napisy na ścianach. Ceny są tutaj bardzo przyjazne i zachęcają do zamawia dań i napojów z karty stylizowanej na okres międzywojenny.

Po bardzo mile spędzonym czasie w Atlasie, poszliśmy na skraj starego miasta, gdzie znajduje się Arsenał Miejski we Lwowie. Zbudowany w XVI wieku budynek kryje w sobie muzeum broni na górnym poziomie oraz znaną restaurację na dolnym poziomie. My wybraliśmy się tylko do muzeum, gdzie znajduje się imponująca kolekcja broni białej i palnej.

Po wizycie w muzeum ponownie przeszliśmy przez całe stare miasto na główną ulicę Lwowa, Prospekt Swobody, na obiad do restauracji YaponaHata. Zjedliśmy ramen oraz zestaw sushi. Choć nie było ono tak dobre jak w Bydgoszczy, to biorąc pod uwagę cenę (około 50 zł za spory zestaw) to jakość była jak najbardziej ok.

Pełni sił po obiedzie wróciliśmy na stary rynek i po pokonaniu korytarzy ratusza oraz kilkuset schodów podziwialiśmy najlepszą panoramę Lwowa, jaką można sobie wyobrazić. Znajdując się w centralnym miejscu miasta na wysokości 65 metrów, można objąć wzrokiem dachy po horyzont oraz górę o nazwie Wysoki Zamek.

Po podziwianiu widoków skierowaliśmy się na ulicę Wirmeńską, która jest pełna niezwykle ciekawych kawiarni. My zatrzymaliśmy się w „Gazowej Lampie”, gdzie nalewki są podawane w probówkach.

Dzień 2 (sobota)

            Sobotę rozpoczęliśmy od wizyty w Operze Lwowskiej. Niestety, w sierpniu jest przerwa urlopowa, więc pozostało nam tylko zwiedzanie wnętrz Opery. Chcieliśmy ją odwiedzić dzień wcześniej, lecz pomimo podanych godzin otwarcia, nikogo nie było w kasie. Tym razem udało się i bez problemów znaleźliśmy się w środku majestatycznego gmachu. Robi on wrażenie nie tylko z zewnątrz. Chodząc po operze podziwialiśmy liczne imponujące obrazy oraz rzeźby.

Największe wrażenie robi sala lustrzana, która jest wręcz przepełniona dziełami sztuki. Choć trwała próba i teoretycznie nie było możliwości wejść na widownię, to dzięki uprzejmości jednej z pań z obsługi stało się to możliwe. Mam nadzieję, że uda nam się kiedyś zobaczyć tu jakiś spektakl.

Niedaleko od gmachu Opery znajduje się Kasyno Szlacheckie we Lwowie. Choć teoretycznie jest ono dostępne dla zwiedzających, to na miejscu zastały nas zamknięte drzwi. Wystarczyło jednak dać banknot stróżowi, aby wejść do środka.

Warto zapłacić z uwagi na niezwykłe schody znajdujące się w środku. Obecnie odbywają się tutaj różne spotkania i podczas naszej wizyty trwały przygotowania do wieczornego bankietu. Po przejściu koło Uniwersytetu Iwano-Frankiwska dotarliśmy do Pałacu Potockich. Pełni on obecnie rolę galerii sztuki i na 2 poziomach można oglądać pokaźny zbiór obrazów.

Wieczorem mieliśmy zrobioną rezerwację w słynnej restauracji Baczewskiego. Można w niej spróbować tradycyjnej polskiej kuchni międzywojennej i trzeba przyznać, że jest tam naprawdę bardzo pysznie. Zarówno barszcz, jak i pierogi były doskonałe. Jest to miejsce, które koniecznie należy odwiedzić podczas wizyty we Lwowie. Uwaga, konieczna jest wcześniejsza rezerwacja.

Wieczór spędziliśmy włócząc się po ulicach starego miasta. Weekend przyciągnął jeszcze więcej turystów, co tworzyło bardzo fajną atmosferę.

Dzień 3 (niedziela)

            Ostatni dzień naszego weekendu we Lwowie rozpoczęliśmy od odwiedzenia Katedry Św. Jury. Jest to jedna z atrakcji Lwowa, oddalona od ścisłego centrum.

Nie było akurat możliwości wejścia do środka, więc wybraliśmy się na dłuższy spacer do centrum. Naszym celem był Escape Quest, jest to największa firma zarządzająca escape roomami we Lwowie. W swojej ofercie mają ich aż ponad 20, więc jest w czym wybierać! My wybraliśmy szkolenie szpiegów i udało nam się wyjść, choć nie było łatwo. Minusem był brak klimatyzacji, który w gorący dzień był wyjątkowo odczuwalny. Cena to około 75 zł za godzinę zabawy.

Następnie usiedliśmy na obiad w pobliskiej czeskiej restauracji. Niestety, tym razem nie był to najlepszy wybór, jedzenie nie było dobre, a obsługa nie dawała sobie rady ze zbyt dużą liczbą stoików, które musieli obsłużyć. Zdecydowanie nie polecam tego miejsca – Stargorod. Kolejnym punktem w programie była zorganizowana wycieczka na cmentarz Łyczakowski. Skorzystaliśmy z usług firmy Kumpel Tour. Stawiliśmy na zbiórkę w centrum, tuż obok biura firmy i następnie przez prawie 2 km z powodu remontu linii tramwajowej, szliśmy na cmentarz. Choć nasza przewodniczka nie była zbyt sympatyczna, to opowiadała o historii Lwowa oraz samego cmentarza w sposób bardzo ciekawy. Myślę, że warto skorzystać z takiej możliwości zwiedzenia cmentarza.

Po powrocie z wycieczki, weszliśmy do manufaktury czekolady, na którą zabrakło nam czasu dzień wcześniej. Na kilku piętrach można tu kupić czekoladę pod każdą postacią. Znajduje się tu też kawiarnia, ale nie znaleźliśmy wolnego stolika. Zrobiliśmy za to zakupy, kupując ręcznie robioną czekoladę. Na kolację wybraliśmy się do restauracji Kumpel. Należy ona do tej samej firmy, która organizowała wycieczkę na cmentarz Łyczakowski oraz prowadzi restaurację Baczewskiego. Podobnie jak we wspomnianej wcześniej znanej restauracji, również tutaj jedzenie stało na bardzo wysokim poziomie. Jeśli ktoś szuka kuchni ukraińskiej od najlepszej strony, to na pewno tutaj ją znajdzie. Podobnie jak w przypadku restauracji Baczewskiego, ciężko jest tutaj usiąść w godzinach szczytu bez rezerwacji. Po kolacji przeszliśmy jeszcze przez stare miasto, aż do placu, na którym stoi Opera. Po zrobieniu ostatnich zdjęć we Lwowie, czas już był na powrót.

Po przyjeździe Uberem na lotnisko musieliśmy poczekać około godziny do rozpoczęcia odprawy i przejścia do hali odlotów. Tuż po przejściu kontroli bezpieczeństwa, znajduje się sklep, w którym większość pasażerów dokonywała zakupów. Zadziwiają w nim ceny, ponieważ litrowa wódka Nemiroff kosztuje tylko 3€. Samo lotnisko we Lwowie robi bardzo pozytywne wrażenie. Zbudowany na Euro 2012 terminal jest bardzo przestronny i komfortowy. Sam lot przebiegł bardzo sprawnie i po niewiele ponad godzinie lotu wróciliśmy do Bydgoszczy.

Z pewnością skorzystamy jeszcze z połączenia do Lwowa – duża atrakcyjność turystyczna miasta, niskie koszty pobytu oraz zaledwie godzinny lot to świetne połączenie.

3 komentarze

  1. Fajny, zwięzły tekst. Dzięki 🙂 Chociaż pomysł, żeby we Lwowie iść na sushi i do czeskiej knajpy na obiad, dziwny ;-P

  2. Jak poprzednik – sushi i czeska knajpa we Lwowie, cóż… a tyle mają CV świetnych kawiarni, cukierni i pubów z ukraińskim jedzeniem

    • Max, a możesz polecić jakieś fajne miejsca we Lwowie, do których warto zajrzeć, żeby się posilić? 😀

Odpowiedz do Mikey Anuluj odpowiedź